Historia 13 z 20 – „Perfumy łączą, nie dzielą”
Na szybie sklepu w Marsylii Étienne przykleił kartkę: „Zamknięte w sobotę i niedzielę”. Leïla, wracając z zaplecza, od razu ją odkleiła. Od lat pracowali także w soboty. „Zapomniałeś o dostawie” — powiedziała. On pokazał jej rezerwację dwóch biletów kolejowych. Za miesiąc mijało trzydzieści lat od ich ślubu i po raz pierwszy od dawna chciał spędzić weekend poza sklepem.
Leïla położyła bilety między fakturami. Nie odmawiała wyjazdu. Nie potrafiła jeszcze wyobrazić sobie, kto otworzy sklep bez nich.
Przystanek w Marsylii
Przyjechała z Tunisu i na początku lat dziewięćdziesiątych uczyła się nowego miasta ulicami, nie z mapy. Étienne, wychowany w Marsylii, znał rozkład autobusów na pamięć. Poznali się na przystanku, gdy tramwaj zastępczy pojechał inną trasą. Étienne próbował wytłumaczyć drogę, Leïla zapytała, czy może po prostu pokazać jej skręt na miejscu. Spotkali się później jeszcze raz, już celowo, przy tym samym przystanku.
Pobrali się w 1996 roku. Ich rodziny mieszkały po dwóch stronach Morza Śródziemnego. Uczyli się dzielić urlop tak, by żadna ze stron nie czuła się tylko przystankiem w podróży. W małym sklepie spożywczym, który prowadzili później, część klientów zaglądała po zakupy, a część po rozmowę. Leïla pamiętała imiona dzieci sąsiadów. Étienne potrafił zamówić towar z tygodniowym wyprzedzeniem. Byli dobrym zespołem, co nie znaczyło, że zawsze umieli przestać pracować.
Flakon tylko dla niej
Po narodzinach córki Leïla odłożyła trochę pieniędzy z własnych oszczędności i kupiła Mugler Angel Eau de Parfum. Nie był to prezent od męża ani wybór podyktowany okazją. Spodobała jej się śmiała słodycz połączona z paczulą; zapach różnił się od wszystkiego, co miała wcześniej. Psikała raz na nadgarstek po zamknięciu sklepu, kiedy zdejmowała roboczy fartuch. Étienne mówił, że to sygnał, by odłożyć rachunki. Często mu się to nie udawało. Czasem jednak wyłączali światło na zapleczu i wychodzili razem na spacer.
Przez lata Leïla kupowała Angel ponownie. Nie robiła tego z obowiązku ani dlatego, że dawne flakony miałyby pachnieć identycznie jak nowe. Lubiła rozpoznawać znajomy charakter zapachu w zmieniającej się codzienności. Kiedy dzieci były małe, odkładała perfumy wysoko na półkę. Gdy dorosły, córka umiała już powiedzieć, które wieczory mama planuje wyłącznie dla siebie.
Najtrudniej oddać klucze
Syn pomagał w sklepie od kilku lat i znał dostawców. Leïla wciąż jednak sprawdzała po nim zamówienia, co zaczęło go złościć. „Jeśli mi nie ufasz, powiedz wprost” — powiedział, gdy usłyszał o odwołanym wyjeździe. Leïla chciała odpowiedzieć, że to nie brak zaufania, tylko odpowiedzialność. Zatrzymała się. Przyznała, że boi się dnia, w którym sklep poradzi sobie bez niej, bo przez trzydzieści lat organizowała wokół niego życie.
Córka przypomniała wtedy weekend sprzed wielu lat, kiedy Leïla pojechała sama odwiedzić siostrę w Tunisie. Étienne prowadził sklep z pomocą sąsiadki, a dzieci miały na drzwiach lodówki rozpisane zadania. Wszyscy poradzili sobie, choć po powrocie Leïla znalazła w zamrażarce chleb, który powinien trafić do szafki. Nie była tamtego dnia mniej potrzebna jako mama ani żona; po prostu przez chwilę ktoś inny pilnował sklepu. Leïla pamiętała wyjazd jako pośpieszny, córka pamiętała przede wszystkim, że mama przywiozła zdjęcia i opowieści nie tylko o pracy. To wspomnienie nie rozwiązało obecnego sporu, ale pozwoliło im mówić o strachu spokojniej.
Étienne usiadł z nimi na zapleczu. Opowiedział, że również lubi być potrzebny, ale w sobotni poranek nie chce sprawdzać cen hurtowych. Syn rozpisał dostawy na dwa dni, córka obiecała odebrać telefony, jeśli wydarzy się coś pilnego. Leïla poprawiła jedną pozycję na liście i po raz pierwszy nie sprawdzała całej reszty. Znalazła odklejoną kartkę i sama przykleiła ją z powrotem na szybę.
Dwa poranki
Pojechali do miasta oddalonego o kilka godzin. Pierwszego ranka Étienne obudził się przed szóstą, jak zawsze. Leïla sięgnęła po telefon, by sprawdzić wiadomości ze sklepu, lecz zobaczyła tylko zdjęcie wystawy wysłane przez syna: wszystko było na miejscu. Odłożyła telefon ekranem w dół. Poszli po kawę, nie ustalając, o której wrócą.
Przed wieczorną kolacją Leïla użyła Angel. Étienne powiedział, że ten zapach zawsze zwiastował koniec pracy, choć nieraz potrzebowali jeszcze godziny, by naprawdę wyjść. Tym razem drzwi sklepu zostały daleko. Na bilecie powrotnym zapisała nazwę kawiarni. Nie jako wielką obietnicę kolejnych podróży, lecz jako przypomnienie, że dwa wolne poranki da się zaplanować także po trzydziestu latach.
W poniedziałek syn oddał im klucze i pokazał listę zamówień. Wszystko się zgadzało poza jednym produktem, który przyjechał w niewłaściwym rozmiarze. Leïla już chciała sięgnąć po telefon do dostawcy, ale syn powiedział, że reklamację wysłał rano. Przez chwilę nie wiedziała, co zrobić z rękami. Potem zapytała, czy chce zobaczyć zdjęcia z podróży. Obejrzeli je razem na zapleczu, zanim otworzyli sklep.
Na jednym zdjęciu Étienne trzymał dwa kubki kawy przy pustym stoliku. Syn zapytał, dlaczego sfotografowali coś tak zwyczajnego. Leïla odpowiedziała, że przez wiele lat nie umiała sobie wyobrazić poranka, w którym nigdzie nie muszą się spieszyć.


Hinterlasse einen Kommentar
Diese Website ist durch hCaptcha geschützt und es gelten die allgemeinen Geschäftsbedingungen und Datenschutzbestimmungen von hCaptcha.